Łatwo utonąć, trudniej zrozumieć.
Artykuł zawiera spoilery!
Żeby spojrzeć na film z każdej strony, zwłaszcza na film, który się kocha/ubóstwia/ceni ponad życie* trzeba go komuś pożyczyć. Najlepiej osobie postronnej, nie wciągniętej w temat.
Jako samobójca bez zbyt wielkiej ilości czasu, z całego univesum Uteny na początek wybrałam właśnie kinówkę. I jakimś cudem nie zauważyłam jej podstawowych wad (a może zapomniałam o nich, w ferworze oglądania serialu), a dokładniej jednej wady - to jest zwykłe romansidło. Przynajmniej dla osoby, która nie poświęciła temu dziełu tyle zainteresowania i czasu.
Dlaczego? Bo chociaż jest to podane w niezwykłej, baśniowo-surreliastycznej otoczce, ale zwykłe romansidło. Albowiem bez serialu, ogląda się jedynie mocno okrojoną wersję, czyli wątek Utena-Anshi. A i ten nie jest pełny, bo postać Akio jest conajmniej epizodyczna. Ile film na tym traci, łatwo przewidzieć. W końcu to prawie jedno wielkie nawiązanie.
Co nie oznacza, że nie polecam filmu na początek. Chociaż nie można wtedy wyłapać zależności i symboli, to można poczuć klimat. Serial jest bardziej stonowany, jeśli chodzi o szalone wizje (przynajmniej z początku), ale nadrabia zwichrowaną psychiką bohaterów i mnogością wątków. Tylko trzeba się nastawić, by nie oceniać z góry całości jako zwykłego romansidła tylko... Surrealistycznego dzieła, które można naciągać jako romansidło.
*niepotrzebne skreślić
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook